ASP Katowice - 10 lat

Wybór języka

Nie przegap!

W kalendarzu nie ma żadnych wydarzeń z przyszłą datą.

„Pod dalekim niebem Hellady”. Artysta i jego czas.

Tadeusz Sławek

„Powtarzał też często: Nie możesz dać się połknąć historii swojego czasu. Cytował F. Schillera: Żyj ze swoją epoką, ale nie bądź jej tworem”.

Saul Bellow, Ravelstein

W dziewiątym liście o estetycznym wychowaniu człowieka F. Schiller umieszcza artystę na krawędzi otaczającego świata. Artysta należy do rzeczywistości, ale znajduje się na jej peryferiach. Ujmując rzecz w kategoriach edukacyjno-familijnych F. Schiller twierdzi, iż twórca pozostaje w najściślejszych więzach ze światem, ale jednocześnie relację tę rozsadza od wewnątrz odmową pełnego wypełnienia wszystkich zobowiązań wynikających z owej więzi. Jak pisze F. Schiller: „Wprawdzie artysta jest synem swojej epoki, ale biada mu, jeśli zarazem jest jej wychowankiem lub nawet jej ulubieńcem”[1]. Twórczość wymaga rozpoznania mojego „synowskiego” usytuowania wobec świata i powstrzymywania wszelkich płynących z tego stanu rzeczy konsekwencji. Artysta jest synem noszącym wszystkie znamiona syna marnotrawnego: nie domowi się w swoim świecie, nie uznaje autorytetu swojskiej „rodziny”, ani też nie zabiega o jej względy.

Sztuka zdaje się skazywać artystę na rodzinę „zastępczą”. Wprawdzie jest on „synem” świata, ale w istocie myśli o nim zawsze już ex post; jego „synostwo” jest myślą kierowaną w stronę rodzinnego świata spoza jego granic. Oznacza to przede wszystkim, że artysta nigdy nie jest „na czasie”. Nie ma takiego czasu, który byłby artyście właściwy; opuściwszy dom, opuszcza także czas sprawujący nieubłaganą władzę nad domem. Syn marnotrawny nie tylko porzuca dom ojca i matki, ale także sprzeniewierza się zasadzie owego świata oszczędności i akumulacji – artysta „marnotrawi”, wypada z rytmu czasu, nie respektuje jego wymogów. Nie możemy wszakże nie zauważyć, że wszystko to dzieje się nie z woli samego artysty, lecz jego „marnotrawność” jest wynikiem gwałtownej interwencji siły spoza domowego świata. Trzeba owego dramatycznego zakłócenia czasu, zaburzenia spokoju domowego, zderzenia odmiennych światów, aby wyrwać artystę ze stanu swojskości.

Pisze o tym F. Schiller w następnym zdaniu dziewiątego listu: „Niech dobroczynne bóstwo zawczasu oderwie niemowlę od piersi matki, niech karmi je mlekiem lepszego wieku i pozwoli mu dojrzeć do pełnoletności pod dalekim niebem Hellady”. Widać, iż artysta jest jedynie biologicznym „synem” swojej epoki: wszystko, co następuje po 41 akcie narodzin należy już do innego świata: oderwany od piersi matki, wychowany poza domem, dorastający w innym świecie i czasie, które F. Schiller nie waha się nazwać „lepszymi”. Artysta zawdzięcza istnienie rozbieżności między czasem danym mu „biologicznie” a wiekiem, do którego „przenosi się”, aby osiągnąć „pełnoletność”. Kto ściśle przylega do swego czasu, kto stanowi z nim jedno, kto całkowicie spełnia się w jego wymogach i żądaniach, a zatem, kto jest jego wychowankiem i ulubieńcem, nie stanowi dobrego zaczynu dla artysty. Bycie artystą zaczyna od doświadczenia bolesnego rozziewu między sobą a swoim czasem.

Rozziew ów jest „bolesny”, bowiem oznacza oderwanie od „piersi matki” oraz odrzucenie ojcowskiego wychowania. Dorastanie, o którym mowa, wychowanie nie będące dziełem domu, dokonuje się w istocie – jak podkreśla F. Schiller – pod otwartym niebem. Artysta zostaje więc wyrwany z domu nie tylko w znaczeniu opuszczenia jego murów, ale przede wszystkim opuszcza on dom jako sferę ludzkiej konstrukcji, domenę miejskości, w której człowiek zostaje oddzielony od nieba, krainę, w której jak pisze Hölderlin, nie „udziela się boskość”[2]. Oddzielenie to znów dokonuje się zarówno w sensie topografi cznym, jak i metaforycznym: niebo zostaje odjęte naszemu wzrokowi, ale także pozbawieni jesteśmy kontaktu z tym, co nie-ludzkie. Artysta jest zatem człowiekiem bez dachu nad głową. Dopiero wtedy może zacząć się kształcić (wychowanie, o którym pisze F. Schiller) pobierając nauki w „Błękitnej Szkole, wśród grzmotów,/ (gdzie) Roztacza się, niczym śpiew kosa, pogodna harmonia chmur”[3].

Dzieje artysty to swoisty „romans rodzinny”, w którym dziecko wyrwane z domu rodzinnego i dorastające w „lepszym wieku” powraca do ziemi narodzin, ale powrót ów nie jest radosnym odzyskaniem utraconego dzieciństwa. Po pierwsze dlatego, że artysta powraca jako kto inny, nie jako „swojak” i „domownik”, lecz jako „obcy”, podobnie jak Odyseusz wstępujący nierozpoznany w progi dawnego domostwa. Po drugie, powrót artysty nikogo nie cieszy, nie jest źródłem radości, bowiem radość zakłada przyjazne przyjęcie porządków panujących w domu, do którego powracam. Cieszę się tym, co zastaję, gdyż ład ów jest właśnie tym, co pragnąłem odzyskać wracając. Znów Odyseusz jest patronem artysty, w tym, że podobnie jak on, to, co zostaje w domu nie jest dla niego powodem do radości. Natomiast, po trzecie, artysta zwraca się na powrót ku domowi po to, aby dokonać w nim dramatycznego przewrotu. Do Odyseusza, zabijającego zalotników dołączy teraz Orestes. Obaj wracają nie po to, aby radośnie akceptując to, co zastają – świętować, lecz by oczyszczać.

I kolejne zdanie F. Schillera: „Kiedy zaś później stanie się mężem dorosłym, niech pod obcą postacią wraca w swoje stulecie, ale nie po to, aby ucieszyć je swym widokiem, lecz po to, by oczyścić je, straszliwy jak syn Agamemnona”. Musimy teraz dokonać poprawki: to nie artysta jawi się jako „marnotrawny”, ale wprost przeciwnie – „marnotrawny” jest dom, z którego został wyrwany. Artysta jest więc tym, który wykazuje światu jego marnotrawność. Bowiem to świat, „epoka” artysty porzuciła dom powagi (przypomnijmy Schellinga wypominającego współczesności deficyt powagi istnienia), zastępując go „gmachem szaleństwa i samowoli”. Artysta przywraca więc troskę o to, co istotne, a co zostało zastąpione powszechnie zaakceptowanym modelem życia szczęśliwego. Pod koniec dziewiątego listu F. Schiller ujmie to w sposób następujący: 42 „Przez nieugiętą odwagę, z jaką wzgardliwie odrzucisz ich szczęście, dowiedziesz im, że nie z tchórzostwa poddajesz się ich cierpieniu”.

Hellada z jej pogodnym obłokami jest jednym z miejsc, gdzie dokonuje się estetyczne wychowanie człowieka. Ale możliwy jest też drugi scenariusz, w którym wyrwani z domu nie zostajemy powierzeni obcemu, choć troskliwemu wychowawcy, pod kierunkiem którego nasze oko wprawia się w spojrzeniu w stronę przeszłości; teraz zostajemy pozostawieni samym sobie, a świat nie jest poznawalny. W tym drugim porządku wyraźnie „nie radzimy” sobie ze światem; dopiero teraz staje się on dla nas światem „zbytnim”. Losy artysty jako romans rodzinny wedle pierwszego porządku dokonują się tam, gdzie znalazł się po tym, jak „dobroczynne bóstwo” oderwało go od matczynej piersi tego, co domowe. W drugiej wersji tego romansu człowiek nie znajduje żadnego zastępczego środowiska, nie ma dobroczynnego bóstwa, nie ma też przeszłości zdolnej zbawić teraźniejszość. Do sztuki można zmierzać przez odnajdywanie nowych domów, lecz droga ku niej może także prowadzić przez doświadczenie porzucenia i zagubienia.

W tym ostatnim, jak powiedzieliśmy, świat staje się „zbytni”. Posługując się tym przymiotnikiem chcemy zaakcentować kilka rzeczy. Po pierwsze, doświadczenie świata jako nieprzylegającego do ludzkiej egzystencji, dla której jawi się on jako zbyt duży, obcy, wrogi. Po drugie, w tym doświadczeniu świat nie jest wyzwaniem dla moich mocy poznawczych, lecz uraża mnie, gubię się w nim, jednym słowem – świat mi doskwiera. Po trzecie, zaczynam w tej sytuacji odczuwać, iż w istocie, pomimo całego bogactwa zjawisk zbywa mi na świecie; jest go zbyt dużo, lecz naprawdę – gdy przeniknąć i rozproszyć złudzenia i pozory – zbyt mało. O tej obcości czytamy wiele u Williama Blake’a, artysty i filozofa, z racji dysydenckiej, bliskiej gnozie, tradycji religijnej, z której sie wywodzi:

Chłopczyk co zgubił drogę (The Little Boy Lost)
Ojcze! ojcze! dokąd tak spieszysz?
Zwolnij na chwilę kroku.
Do swego syna odezwij się,
Bez ciebie zginę w mroku.
Ciemna jest noc i ojca nie ma;
Dziecko zaś mokre od rosy;
Bagno wokoło, dziecko płakało
I mgła uleciała w niebiosy.
(przekład autora)

Sztuka jest więc domeną odwagi odsłaniającej pozorność zarówno porządku społecznego, jak i ładu życia jednostki („ich szczęście zasadzaj na małej ich wartości”), a co za tym idzie, jest sztuką niepoddawania się cierpieniu. Stawiać czoła cierpieniu, które stanowi ciemną, lecz twardą podstawę szczęścia „małej wartości” jest powołaniem artysty. Na tym zdaje się polegać powaga, o którą chodzi F. Schillerowi, czy Schellingowi. Człowiek poważny to ten, który nigdy nie wyrzeka się troski, nawet wtedy, a nawet szczegól nie wtedy, gdy wszystko zdaje się biec bez-troskim trybem. Artysta jest człowiekiem bez dachu nad głową, a nauka płynąca z owego wychowania pod gołym niebem jest taka, że jest on człowiekiem zatroskanym. Troska owa pozwala zobaczyć, iż życie uchodzące za szczęśliwe jest w istocie kurczowym trzymaniem się rzeczywistości, złudzeniem polegającym – paradoksalnie – na tym, iż tracąc wolność pozostajemy w całkowitej zależności od świata, w którym przyszło nam żyć. Tak też widzi artystę Hölderlin, gdy w wierszu „Powrót do kraju” pisze: „Duszę poety często, wbrew jego woli, nurtują/ Tego rodzaju troski. Inni są od nich wolni”[4] .

Tak pisze o tym F. Schiller w liście 26: „…obojętność względem rzeczywistości i zainteresowanie pozorem stanowią prawdziwe rozszerzenie człowieczeństwa i oznaczają zdecydowany krok w kierunku kultury”[5]. Teraz dostrzegamy jeszcze inny sens F. Schillerowskiej wizji artysty jako romansu rodzinnego: wyrwanie z domu jest figurą „rozszerzenia człowieczeństwa”, wyrazem podstawowej bezinteresowności bytowania. Oznacza to także ruch w stronę pewnego kosmopolityzmu, oderwania się od zawężających tożsamości grup narodowych. Zbyt młody aby uczynić to z własnej woli, artysta zostaje przygotowany do swojej roli przez „dobroczynne bóstwo”, które odrywając go od „matczynej piersi” czyni konieczną wiedzę („wychowanie”) „wśród” innych i „o” innych. „W podstawowym sensie ‘kosmopolityczny’, z greckiego kosmos i polites… odnosi się do ludzi odczuwających zobowiązania nie tylko wobec miejsca urodzenia, ale przede wszystkim wobec szerszego świata, i tym samym oznacza postawę supra, czy też transnarodową…, to, co Grecy określali mianem kosmos”[6].

Gdy F. Schiller mówi o tym, że artysta, „gdy wyjdzie za próg swojej chatki przemawia do całego rodzaju ludzkiego”[7], odczytujemy to jak wezwanie do kosmopolityzmu, który uwalnia nas także od politycznych ograniczeń i ideologicznych zobowiązań. Ten kosmopolityzm ma otworzyć pole dla tego, co nastąpi wtedy, gdy „państwo ślepej masy runęło już i rozpadło się na martwe elementy”[8] i gdy człowiek poszerzy swoje powinności daleko poza sferę domową. „Rozszerzenie człowieczeństwa”, o którym pisał F. Schiller obejmuje politykę sztuki, której zobowiązania nie mieszczą się w kręgu tego, co swojskie. Dwieście lat po niemieckim romantyku Jacques Derrida podjął zadanie objaśnienia kosmopolitycznych zobowiązań sztuki: „Pytamy, czy międzynarodowy Parlament pisarzy powinien, jak sugeruje to jego nazwa, czerpać inspirację z tego, co od ponad dwudziestu wieków nazywa się kosmopolityzmem”[9].

W 1818 roku John Keats w wierszu będącym polemiką z  Reynoldsem uczyni z artysty człowieka świadomego ludzkiego bytowania jako niepokoju polegającego na byciu nieustannie wywabianym z miejsca, które zajmuje. Sztuka jest działaniem wynikającym z nieustabilizowania, nieosadzenia się naszych dyspozycji do poznawania świata. Dzięki sztuce rozpoznaję, że przedmioty nie osadzają się w sobie samych, nawet wtedy, gdy usiłuję im narzucić twarde reguły konturu (Things cannot to the will/ Be settled [10]). Zwróćmy uwagę na ten wers, bowiem powtarza on Hölderlinowską tezę, że artysta jest bytem zatroskanym, lecz troska ta nie jest wynikiem świadomej decyzji, lecz raczej ujawniającą się dyspozycją egzystencjalną. To przecież stwierdza niemiecki romantyk pisząc, iż „troski” (Sorgen) zstępują na artystę mimo jego woli (gern oder nicht). Co więcej, myśl zostaje przez nie wyprowadzona ze swych kolein: „rozedrgany” w sobie przedmiot nie pozwala się zagarnąć myśli, wciągnąć do wnętrza jej domu, w którym musiałby przestrzegać jej porządku. Przedmiot sprawia, że opuszczam dom myślenia (they tease us out of thought). Wyobraźnia również znajduje się poza swoim właściwym obszarem (Beyond its proper bound), nie mogąc odnaleźć się w bliżej nieopisanym i niepostrzegalnym kręgu czyśćcowym (Lost in a sort of purgatory blind).

Tam, gdzie myśl czuje się bezdomnie, a wyobraźnia traci orientację, rozpoczyna się sztuka. Artysta należy do tego terytorium peryferyjnej bezdomności, w której prawo nie jest już kategorycznym, obowiązującym powszechnie imperatywem. W Nietzscheańskich kategoriach artysta pracowałby „poza niebem i ziemią”, w oparciu o prawo nie mające nic wspólnego z precyzyjną regulacją winy i kary – Cannot refer to any standard law / Of either earth or heaven. Owa transgresywność artysty, który sięga spojrzeniem poza przyjęte granice (to see beyond our bourn) jest tym, co zgodnie z opisem F. Schillera rozbija powszechnie akceptowany model życia. Lokalizacja poza „niebem i ziemią” przeniesiona do sfery społeczno-etycznej oznacza umieszczenie się poza „szczęściem” „państwa ślepej masy”. Sztuka jest więc skazą na rzeczywistości, ciemnym znamieniem nagle odsłaniającym się na jasnej powierzchni uporządkowanego życia.

Keats mówi o skazie na szczęściu (a flaw / In happiness), ale oznacza to coś więcej niż jedynie zakłócenie ładu życia jednostki. Medytacja romantycznego poety zdaje się wskazywać, że działanie artysty musi subwersywnie biec przeciwko dominującemu nastrojowi. Artysta jest bez dachu nad głową także dlatego, iż odmawia zestrojenia się z przeważającą tonacją, dostrojenia się do obowiązującego porządku. Artysta jest tym, który „nie stroi”, forces us in summer skies to mourn. Praca artysty sięga zatem ciemnego fundamentu, który nigdy nie dopasowuje się do form przyjętych na powierzchni. Działanie artysty ma charakter „tektoniczno-geologiczny”, a nie „architektoniczno-urbanistyczny”. Odsłania nie-naturalne podstawy tego, co naturalne; co nie „stroi” w doskonale harmonicznej pieśni. Jest tym, co „psuje śpiew słowika”, It spoili the singing of the nightingale. Poza naturą i poza kulturą działa artysta.

To samo zapewne możemy odczytać u F. Schillera wtedy, kiedy mówi, iż artysta nie może szukać terenu swojej pracy w sferze praw i norm, te bowiem spowodują odrzucenie jego wysiłków. Ponieważ jest „bezdomny”, prawa regulujące życie udomowionej i strzeżonej dachy wspólnoty nie znajdą dla niego odpowiednich paragrafów. Człowiek sztuki musi odnaleźć szczeliny w litej powierzchni uładzonego życia społeczeństwa; najobszerniejszą z nich będzie owo odstępstwo od reżimu pracy wyznaczającego podstawowe rytmy bytowania nowoczesnego społeczeństwa. Dlatego F. Schiller pisze: „Daremnie gromiłbyś ich zasady, na próżno potępiał ich czyny, ale możesz spróbować ukształtować ich, kiedy oddają się próżniactwu”[11]. Sztuka nie jest więc rozrywką, ale wchodzi w pusty czas rozrywki po to, aby dokonać jej oczyszczenia: „Oczyść ich rozrywki z samowoli i dzikości, a w ten sposób niepostrzeżenie oczyścisz z nich także ich działania i w końcu ich usposobienie”[12]. Takie jest też zamierzenie Nietzschego, który pragnie obudzić we współczesnych „nowe pragnienia”, dać im „męską strawę”, bowiem „gdy oczyszczą swoje serca, powrócą do nich dobre godziny…”[13].

Jakby zatem dopełniając analizę przeprowadzoną przez Pascala, a skupiającą się na roli rozrywki w antropologicznej wizji kultury, F. Schiller twierdzi, iż sztuka jest rozrywką korygującą rozrywkę. Nie jest rozrywką rozrywki, ale kontr-rozrywką, rozrywką (którą lubi nazwać „złudzeniem”) zmieniającą kształt rzeczywistości. Artysta jest tym, który – sam bezdomny – zmienia kształty domu; sam poza „niebem i ziemią” transformuje ich oblicze. Jest emigrantem, który dokonuje metamorfozy społeczeństwa udzielającego mu azylu. „Otocz ich symbolami doskonałości”, poleca F. Schiller, „dopóki złudzenie nie pokona rzeczywistości, a sztuka – natury”[14]. Artysta zakłóca poczucie szczęścia społeczności, a tym samym sprzyja temu, aby system społeczności jako zamkniętej polis ewoluował w stronę kosmo-polis. Aby, jak postuluje Derrida, ville stawało się ville-refuge: „Wybraliśmy termin ville-refuge ponieważ ma on historyczne związki z tym, co nas interesuje tutaj, z tym, co kultywuje etykę gościnności”[15].

Gościnność, na której służbie pozostaje artysta, przywraca człowiekowi zapomnianą przezeń dyspozycję do myślenia o sobie. Wycofaliśmy się z niej na rzecz pełnego wzięcia na siebie losu zbiorowości, lub raczej losu wyznaczonego prawidłowościami życia zbiorowości, o której F. Schiller mówi jako o „państwie ślepej masy”. Pascal upatruje w rozrywce rozumianej szeroko jako zespół różnorodnych procedur, zachowań i instytucji zapobiegających samotności naczelnego motywu rozwoju kultury: „Król otoczony jest ludźmi, którzy myślą jedynie o tym, aby rozerwać króla, i nie dać mu myśleć o sobie: gdyby o tym myślał, byłby mimo całego królestwa nieszczęśliwy”[16]. Jeśli rozrywka wynika z tego, co Pascal nazywa „stanem człowieka”, a który charakteryzuje jako „niestałość, nudę i niepokój”, artysta jest tym, który dokonuje pracy archeologa odsłaniającego to, co starannie staramy się zasłaniać. F. Schillerowskie wyrwanie z domu i wychowanie pod niebem Hellady są niczym innym jak próbą nazwania tego, co jest działaniem artysty: wyjęciem nas spod władzy przyzwyczajenia i przywróceniem nam świadomości „stanu człowieka”.

Artysta jest więc człowiekiem gościnności. Nie tej powierzchownej, polegającej na akceptowaniu porządku przez działanie zgodne z przyjętymi w danym środowisku normami; gościnność nie jest bowiem zwykłym przyjmowaniem gościa zaproszonego, oczekiwanego, gościa przyjmowanego na naszych warunkach. Artysta przyjmuje to co przychodzi na swoich własnych prawach, nieoczekiwane i radykalnie odmienne od tego, co swojskie. Innymi słowy, artysta jest rzecznikiem tego, co nie mówi naszym „ojczystym”, „domowym”, „artykułowanym” językiem, co więcej – nie oczekuje, aby toco- przychodzi było zdolne do posługiwania się zrozumiałą dla nas mową. „Oto gdzie zaczyna się kwestia gościnności: czy musimy prosić cudzoziemca, by nas rozumiał, by władał naszym językiem, w każdym sensie tego słowa, nim będziemy w stanie go przywitać w naszym kraju”[17]. Artysta jest tym, który wita.

Oznacza to, iż świat domowy i swojski nie jedynym możliwym światem. Tę podstawę filozofii gościnności rozpoznamy, choć opatrzoną innym mianem i wyrażoną innymi pojęciami, w myśli Paula Klee. Artysta jest dla niego – być może bezwiednie – filozofem, gdyż „nie przywiązuje wielkiego znaczenia do naturalnych form, jak czynią to nastawieni realistycznie krytycy”, co prowadzi go do konkluzji, iż „w obecnym kształcie nasz świat nie jest jedynym możliwym światem”. To zaś prowadzi go w stronę wytyczoną przez F. Schillera: opuszcza dom swojego czasu – „Im głębiej sięga jego spojrzenie, tym chętniej widok prowadzi go od teraźniejszości do przeszłości, tym bardziej pozostaje pod wrażeniem podstawowego wyobrażenie procesu tworzenie, Genesis, tym mniejsze zaś wrażenie czyni na nim natura, gotowy wytwór”[18]. Nic nie jest gotowe: skoro takie jest przeświadczenie artysty, cała jego praca jest rodzajem work in progress. Nie ma skończonych dzieł. Wołanie Zaratustry z „Wysp szczęśliwych” kieruje się do artystów: „Bądźcie zatem orędownikami i obrońcami wszelkiego przemijania”[19].

Przypisy

  1. F. F. Schiller: Listy o estetycznym wychowaniu człowieka i inne rozprawy, Warszawa 1972, s. 72.
  2. F.Hölderlin: Powrót do kraju, [w:] F. Hölderlin: Co się ostaje ustanawiają poeci. Wiersze wybrane w przekładzie A. Libery, Kraków 2003, s. 167.
  3. F. Hölderlin: Grecja, [w:] Ibid., s. 303.
  4. Ibid., s. 167.
  5. F. F. Schiller: Listy…, s. 153.
  6. D. Stanton: On Rooted Cosmopolitanism, [w:] Publications of Modern Language Association of America, May 2006, s. 629.
  7. F. F. Schiller: Listy…, s. 152.
  8. Ibid., s. 152.
  9. J. Derrida: Cosmopolites des tous les pays, encore un effort!, Paris 1997, s. 11.
  10. J. Keats: To Joshua Reynolds, [w:] Selected Poetry of John Keats, ed. P. de Man. New American Library: New York 1966, s. 268.
  11. F. F. Schiller: Listy…, s. 74.
  12. Ibid., s. 75.
  13. F. Nietzsche: To rzekł Zaratustra, Warszawa 2005, s. 301.
  14. F. F. Schiller: Listy…, s. 75.
  15. J. Derrida: Cosmopolites…, s. 41.
  16. B. Pascal: Myśli, Warszawa b.d., s. 116.
  17. A. Dufourmantelle, J.Derrida: Of Hospitality, Stanford 2000, s. 15.
  18. P. Klee: On Modern Art, [w:] Ch. Harrison i P. Wood: Art in Theory 1900-1990, Oxford 1992, s. 348.
  19. F.Nietzsche: To rzekł Zaratustra, Warszawa 2005, s. 82.

Bannery

  • AGRAFA 2017

  • Międzynarodowe Triennale Rysunku

  • Triennale Grafiki Polskiej

  • Ksiazka Dobrze Zaprojektowana Konkurs

  • nowa asp

  • asp studia doktoranckie

  • asp tuba

  • Facebook ASP Katowice

  • Kurs przygotowawczy

  • akademia weekendowa

  • asp malarstwo FB

  • 05 asp wzornictwo

  • Facebook grafika warsztatowa

  • Agrafa

  • Agrafa

  • Design Silesia

  • Regionalna Strategia Innowacji

  • Innowacyjny Design Logomotywą Śląskiej Gospodarki

  • Logo BPSC

  • Katowice Airport

  • Międzynarodowe Triennale Grafiki Kraków 2012



  • Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Rozwój infrastruktury kultury/Infrastruktura szkolnictwa artystycznego na podstawie umowy Nr 03581/14/FPK/DEK z dnia 20.05.2014r. uzyskała dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania: Zakup pierwszego wyposażenia do budynku dydaktyczno-badawczego i kulturalnego ASP w Katowicach

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Rozwój infrastruktury kultury na podstawie umowy nr 04146/13/FPK/DEK z dnia 15.05.2013 roku uzyskała:

Dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania pn. Rozbudowa zaplecza technicznego pracowni kierunku wzornictwa ASP w Katowicach



Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Rozwój infrastruktury kultury na podstawie umowy nr 00333/12/DEK z dnia 30.03.2012 roku uzyskała:

Dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania pn. OBRAZ I DŹWIĘK – Studio Sztuki Dźwiękowej (sound art studio)

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Edukacja kulturalna i diagnoza kultury na podstawie umowy nr 04960/12/DEK z dnia 19.04.2012 roku uzyskała:

Dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania pn. ALA MA PIÓRO - WARSZTATY TYPOGRAFICZNE

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Promesa Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na podstawie umowy nr 01737/13/FPK/DFE z dnia 10.09.2013 roku uzyskała Dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania pn. „Budowa między ulicami Raciborską a Koszarową w Katowicach budynku dydaktyczno-badawczego i kulturalnego wraz z zagospodarowaniem terenu na otwarty park form przestrzennych”.


Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Rozwój infrastruktury kultury/Infrastruktura szkolnictwa artystycznego na podstawie umowy Nr 03320/15/FPK/DEK z dnia 07.07.2015 roku uzyskała dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania: Zakup pierwszego wyposażenia do budynku dydaktyczno-badawczego i kulturalnego ASP w Katowicach – etap II

Formularz uwag

 Uwagi