ASP Katowice - 10 lat

Wybór języka

Nie przegap!

W kalendarzu nie ma żadnych wydarzeń z przyszłą datą.

To co najważniejsze, to sposób dochodzenia do rozwiązań

(rozmowa z Marianem Słowickim)

Mieczysław Juda
Rozmawiamy w roku jubileuszowym ASP w Katowicach; chciałbym zapytać Pana Dziekana jakie problemy pojawiały się w latach Pańskiego urzędowania, a przede wszystkim o to, co przygotowało Akademię do samodzielności. Jak to się stało, że Akademia na niepodległość w ogóle się wybiła?
Marian Słowicki
Pytanie fundamentalne. Rzeczywiście miałem szczęście być w tej wąskiej, ale niezwykle dynamicznej grupce, która pracowała bezpośrednio nad doprowadzeniem do usamodzielnienia Akademii, a potem być dziekanem samodzielnej uczelni. Mówiąc prawdę, kiedy zastanawiałem się nad tym procesem (bo przecież nie stało się to z dnia na dzień, tygodnia na tydzień, ani nawet z roku na rok), uświadomiłem sobie, że już pod koniec lat 60. ten wydział zamiejscowy, czy też Filia Akademii krakowskiej do której starałem się dostać, zdając egzaminy, była tu – w Katowicach – postrzegana jako nasza tutejsza szkoła plastyczna. Z perspektywy kandydata do studiów była to uczelnia katowicka.
Mieczysław Juda
Zatem zaczynało się od tego, że w świadomości lokalnej społeczności katowicki wydział funkcjonował jako coś autonomicznego, że Akademia była czymś własnym i przynależnym do Katowic.
Marian Słowicki
Tak. Był to już ten okres, kiedy ważni profesorowie, stanowiący o obliczu szkoły, pochodzili z Katowic, tu mieszkali. Prof. Dutkiewicz [1], prof. Pomorski [2], prof. Grabowski [3] – zresztą tutejszy absolwent. Ostatnie dwa lata pracy prof. Raka [4]. To wszystko byli ludzie z Katowic.
Mieczysław Juda
Jaki charakter miała ta szkoła?
Marian Słowicki
Jak na katowickie, śląskie warunki, można dzisiaj powiedzieć, że wyjątkowy. Pamiętam na przykład, że jeszcze nie będąc studentem, bardzo się starałem, żeby kupić bilet na Western Bal lub też na Sylwestra, który odbywał się w auli. Były to ważne wydarzenia, najlepsze studenckie imprezy w okolicy. Bilety na nie trzeba było kupić z odpowiednim wyprzedzeniem za wcale nie takie małe pieniądze. Były one zresztą niepowtarzalne, drukowane w pracowni litografii lub linorytu. Niesamowite dekoracje (np. papierowy dach w auli) na te imprezy robili tacy studenci, jak Duda-Gracz [5], czy Jura [6] lub Komorowska [7].
Mieczysław Juda
To jeżeli chodzi o divertissement, a jeżeli zapytam o charakter profesjonalny, rdzeń zawodowy uczelni?
Marian Słowicki
Były to już czasy, kiedy Polska Szkoła Plakatu (mówimy o końcu lat 60.) istniała jako fakt. Wiadomo było, że w naszej szkole uczy się plakatu, był to zresztą wówczas wiodący przedmiot dyplomowy, prowadzony w pracowni prof. Grabowskiego. Jego asystentem był wtedy Tomasz Jura, którego zastąpiłem później w tej funkcji. Była również grafika warsztatowa jeszcze z liderem prof. Rakiem, o którym mnóstwo anegdot mogą opowiedzieć wcześniejsi studenci. W czasie kiedy studiowałem pojawił się w tym zespole i zaczął mu później liderować prof. Pietsch [8]. To była chwila przełomowa dla całego przyszłego rozwoju grafiki warsztatowej. Nowe spojrzenie, powiew światowych kontaktów, imprez międzynarodowych, nowych technik. Ważna była sama osoba prof. Pietscha, który był wyjątkowo przystępny i otwarty w kontaktach. Czuł, że miał tu misję do spełnienia. Był pasjonatem, łapiącym się za rożne rzeczy i wykonującym je z wielką energią i skutecznością. Miedzy innymi on, jako szef wydziału, zadbał o to, żeby rozwijała się kadra. Pierwszy raz zobaczyłem w jego ręku plan rozwoju kadry. Wszyscy byliśmy tam wypisani z pewną perspektywą, zakładającą, że osoba 6 lat po dyplomie zostanie adiunktem. Było to myślenie, które budowało instytucję i trzeba przyznać, że mimo, iż pochodził on z Krakowa, swoje zadanie w Katowicach potraktował tak, jakby był z krwi i kości tutejszy.
Mieczysław Juda
Mamy zatem pierwszy punkt zwrotny, polegający na tym, że istniejąca już wykształcona tradycja plakatu, projektowa, doznała zmiany i na tożsamość szkoły zaczęły składać się inne elementy – te, które wniósł Andrzej Pietsch. Pojawił się zwrot ku grafice warsztatowej.
Marian Słowicki
Kadra ciągle ewoluowała, lecz proporcje wymieniały się na korzyść tutejszych pedagogów. W tak małym środowisku każda osoba, która się tutaj pojawiła, była ważna. Przypominam sobie, że Andrzej zaprosił do prowadzenia zajęć Wojtka Krzywobłockiego [9], który wytyczył grafice warsztatowej nowy kierunek, otwarł ją na nowe technologie, uruchomił nowy sposób myślenia. Cała grupa studentów zaczęła wówczas eksperymentować, co za rządów prof. Raka było nie do pomyślenia.
Mieczysław Juda
A jakie były kolejne elementy budujące możliwość powstania samodzielnej szkoły? Mówimy tu o zrębach, o tym, co było pierwsze; o projektowaniu, pojawieniu się nowej perspektywy grafiki warsztatowej, pewnym trybie działania, zmianie postawy poprzez wprowadzenie eksperymentu do działalności twórczej. Ale to zapewne tylko część tego, co spowodowało, że wreszcie, w którymś momencie, sprawy i ludzie dojrzeli do tego, że mogło nastąpić usamodzielnienie.
Marian Słowicki
Z punktu widzenia asystenta, którym wówczas byłem, takim ważnym, przełomowym momentem był czas Solidarności [10]. Z perspektywy naszego środowiska artystycznego pojęcie autonomii akademickiej było cały czas obecne, nawet w tamtych peerelowskich warunkach jeszcze nie straciło swojego znaczenia, jeszcze się nie zsowietyzowało. I nagle, z dnia na dzień Rady Wydziału zaczęły być, nie powiem, że wiecami, ale na pewno miejscem, gdzie ta samorządność akademicka zaczęła działać, ujawniać się, wyszła z letargu. Okazało się, że Rada Wydziału, w której zasiadają profesorowie, ale również reprezentacja asystentów i studentów zaczyna rozmawiać o czym innym, wyciągać i formułować inne wnioski niż dotychczas. W naszej mikroskali to była ogromnie ważna lekcja, bo doszli do głosu ludzie stąd, czy to asystenci, czy jeszcze studenci (ich głos wówczas się liczył). Tamto „ukąszenie wolności” dało nam przekonanie, że jeśli faktycznie będziemy czegoś chcieli, to potrafi my zrobić to wspólnie, potrafi my się dogadać, uzgodnić ważne sprawy. Wydaje mi się, że po latach nadal to działało. Siedziało gdzieś w głowach i było tym przeżyciem, które nas kształtowało.
Mieczysław Juda
Mówimy wszak o początku lat 80., o wielkich dniach, nazwanych „polskim karnawałem” wolności. Ale do usamodzielnienia musiało minąć jeszcze 20 lat.
Marian Słowicki
Potem nastąpiły czarne lata stanu wojennego [11]. Iluzje o autonomiczności zderzyły się czołowo z systemem, którego komunistyczne oblicze pokazało się w całej krasie. Pamiętam z tamtego czasu przedziwne sytuacje, gdzie np. do rektora, którym był podówczas prof. Kunz [12], przyszło polecenie z Komitetu Wojewodzkiego [13] z Katowic, żeby zmienił dziekana. Był nim wtedy prof. Andrzej Kowalski [14], a prodziekanem Tadeusz Czober [15] (obaj później internowani). Prof. Kunz, rektor krakowski, a nie katowicki, odpowiedział panu sekretarzowi, ku jego zaskoczeniu, że nie może zmienić dziekana wybranego przez Radę Wydziału i że tylko ona może go zmienić. To kolejny element układanki, która doprowadziła do samodzielności. Mieliśmy to szczęście, że uczyliśmy się – jedni mówią, że u pani matki Alma Mater krakowskiej, ja to bardziej odbierałem jako naukę u starszego brata – na tych najlepszych, jakie istnieją w Polsce (i poza nią) wzorach modelu tego, czym jest uczelnia. Uczyliśmy się tego od krakusów, którzy ćwiczą to najdłużej w Polsce, a rektor krakowski stanowi osobny gatunek, który zdumiewa urzędników wszystkich systemów, ponieważ jest to człowiek silny tradycją kilkuset lat. Owszem, sprawuje urząd, ale nie z nadania, tylko z wyboru.
Mieczysław Juda
Tym lepszy to gatunek, że rzadko występuje w przyrodzie, jednoelementowy.
Marian Słowicki
Oprócz modelu „rektorowania”, który nasza Akademia teraz po swojemu definiuje, reprezentacja naszej Akademii jeździła na posiedzenia senatu, uczestniczyła w rozmaitych komisjach senackich (między innymi w komisji z wczesnych lat 90., przygotowujących statut pod nową ustawę o szkolnictwie wyższym). To też była ogromnie ważna lekcja tego, jak należy myśleć o szkole, debatować na temat jej spraw, przygotowywać pewne decyzje, dogadywać się, uzgadniać stanowiska. Jeździliśmy do Krakowa, reprezentując Filię, nie powiem, że z kompleksem, ale na pewno ze świadomością, że jesteśmy w koronie krakowskiej tylko jedną z pereł i to może nie tą, usadowioną na froncie. Musieliśmy na forum szacownego senatu swoje interesy umieć wypowiedzieć, obronić, znaleźć sobie sojuszników, rozpoznać, kto nam będzie sprzyjał, a kto może coś utrudnić. Ogromnie ważna lekcja. Jestem wdzięczny losowi, że z takiego pnia ta nasza gałąź wyrosła.
Mieczysław Juda
A proszę powiedzieć, jakie były wobec tego w Pana wspomnieniach najtrudniejsze momenty dorastania do samodzielności w całej, oglądanej przez Pana własne doświadczenia, historii szkoły?
Marian Słowicki
Nigdy nie byłem rektorem, czy prorektorem – osobą na samym wierzchołku, czującą całą odpowiedzialność za to, co się stanie. Byłem raczej wspomagającym entuzjastą i miałem być może skłonność do lekceważenia rożnych przeszkód i przeciwności, ale myślę, że właśnie w rożnych ryzykownych przedsięwzięciach ktoś skrupulatny, przewidujący wszystkie konsekwencje, nie jest odpowiednią osobą do przeprowadzania zmian.
Mieczysław Juda
Okres Pańskiego działania we władzach szkoły przypada na koniec lat 90., został Pan prodziekanem w roku 1999, czyli tuż przed usamodzielnieniem. Chciałbym wobec tego zapytać, jak postrzegała ten proces osoba, która była tak blisko przemian, a z drugiej strony posiadała pewien dystans, nie musząc podejmować pewnych decyzji, konsumować całego ciężaru odpowiedzialności.
Marian Słowicki
W momencie, kiedy ustaliliśmy już w kręgu naszej społeczności wydziałowej, że chcemy usamodzielnienia…
Mieczysław Juda
…kiedy pojawiła się ta perspektywa, że my już chcemy, a nie tylko poszczególne osoby, czy węższe środowiska?
Marian Słowicki
Była to właśnie końcówka lat 90. Przypominam sobie taki moment, byłem wówczas prezesem katowickiego Oddziału ZPAP16, senator Kutz [16] rozpoczynał swoją kadencję. Chcąc zrobić coś dla tutejszej kultury, odwołał się do planowanego już w czasach Solidarności kongresu kultury śląskiej i zorganizowaliśmy tenże kongres [17]. Jedna z jego uchwał mówiła o tym, że ma powstać na Śląsku samodzielna Akademia Sztuk Pięknych. Był to rok 1998. Wtedy, forsując taką uchwałę, mieliśmy już wszystko uzgodnione, miałem już upoważnienie środowiska. Istniał również kontrakt wojewódzki dla Śląska, dokument rangi rządowej, i tam też ten zapis zaistniał. Patrząc na to dziś myślę, że do końca nikt nie wiedział jak się do tego zabrać. Wiedzieliśmy za to czego chcemy. Od strony organizacyjnej, tu na miejscu, wiedzieliśmy, że damy sobie radę. Perspektywa uzyskania budynku była argumentem za. Wiedzieliśmy, że Kraków – jeżeli już się odłączymy – odda nam naszą część środków finansowych. Był zatem lokal, pieniądze, studenci i sądziliśmy, że zostały już tylko formalności. Okazało się jednak, że te formalności to wcale nie taka prosta rzecz i w dodatku nikt nie wie, jak to się robi. Ludzie życzliwi nam miło się uśmiechali, ale żadnego przewodnika nie było, nie mieliśmy pójść kogo zapytać. Jako ekipa aspirująca zaczęliśmy wtedy przecierać sobie kontakty ministerialne, rządowe. Tam też trzeba było nauczyć się poruszać.
Mieczysław Juda
Powstała kwestia przeprowadzenia tego pomysłu drogą parlamentarną, bo przecież nowa uczelnia nie powstaje inaczej, jak przez ustawę sejmową.
Marian Słowicki
Tak to wyglądało, że siedzieliśmy nad rożnymi dokumentami, aktami prawnymi. Czytaliśmy je tam i z powrotem, żeby wywnioskować jaki następny krok powinniśmy wykonać. Wszystko już było gotowe. Myśmy chcieli, Kraków się zgadzał, wojewoda dawał nam budynek. Uważaliśmy, że wystarczy już tylko wysłać pismo „no to my się odłączamy”, a tu nagle okazuje się, że to nie tak, że zatwierdzić wszystko musi Sejm, że może to przyjąć jako inicjatywę poselską lub też obywatelską, albo można też przeprowadzić wszystko ścieżką rządową, że potrzebna jest opinia stosownych komisji sejmowych. W ten sposób nagle wkroczyliśmy na polityczne salony, jako zupełni outsiderzy, którzy nigdy do tego nie mieli skłonności. Przydało się to jednak w następnych, trudnych latach samodzielnej egzystencji. Wiedzieliśmy już, że pewnych rzeczy nie załatwia się ani u wojewody, ani u prezydenta miasta, ani u ministra, tylko w Sejmie.
Mieczysław Juda
Ale udało się i od 2001 roku uczelnia jest samodzielną Akademią Sztuk Pięknych w Katowicach. Odtąd już nie można było zwalać czegokolwiek, co się zrobiło źle, na okoliczności zewnętrzne. Wszystko szło na nasz wewnętrzny rachunek. Proszę jeszcze, aby spróbował Pan ujawnić kwestie, dotyczące momentów tuż po usamodzielnieniu. Został Pan wówczas dziekanem, miał Pan honor, a zarazem trudny obowiązek pokierowania uczelnią na co dzień.
Marian Słowicki
Sam pamiętasz, szanowny wywiadowco, te noce przesiedziane nad układaniem regulaminów, treści uchwał na pierwsze posiedzenie Senatu, które miały z dnia na dzień stworzyć nowy punkt odniesienia dla całego bytu Akademii. Trzeba było przygotować wszystkie akty założycielskie, niezbędne, żeby wszystko działało lege artis. Siedzieliśmy i pisaliśmy zatem.
Mieczysław Juda
Jako autor pierwszej uchwały Senatu Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, mogę tylko potwierdzić i, jeżeli wdajemy się w szczegóły, dodać, że jej tekst w dużej części wymyśliłem w wannie. Rzeczywiście – wtedy historia wydawała się gęstsza. Codzienne spotkania owocowały skutkami na przyszłość. Jakie wobec tego były największe sukcesy tego okresu z perspektywy kogoś, kto kierował szkołą – dziekana jedynego wydziału nowej Akademii?
Marian Słowicki
Dziekan jest osobą, która utrzymuje ten złożony mechanizm, jakim jest społeczność akademicka w ruchu. Kształtowani przez krakowską tradycję, zaczęliśmy wszystko dopasowywać do tutejszego materiału i wydaje mi się, że sukcesem, który nas być może wyróżnia z innych środowisk (choć jest rzeczą ukrytą i dostrzegalną tylko od środka) jest fakt, że dość szybko przekonaliśmy się, iż dla funkcjonowania tego mikrozespołu, tej małej szkoły, gdzie wszyscy się znają od fuksowki [18] władza ma inny wymiar, działa inaczej. Nie ma takiej hierarchii, dystansu między rektorem a asystentem, czy nawet studentem (chociażby z racji przestrzeni). Już stąd ten model jest inny, ale najważniejszym osiągnięciem, na które sobie wszyscy razem zapracowaliśmy, jest pewien model podejmowania decyzji. Np. na początku bałem się, w jaki sposób będziemy ustalać budżet. Podeszliśmy do tego jednak z punktu widzenia akademickiej autonomii i samorządności. Wszelkie decyzje są przygotowywane długo, tak długo, aż się wszyscy dogadają przy wspólnym stole lub na korytarzu. Ten właśnie model rozstrzygania o ważnych sprawach, sposób uzgadniania, wysłuchiwania wszystkich stanowisk jest według mnie ewenementem. Być może, w miarę rozrastania się szkoły, kiedy powstanie drugi wydział, nie uda się tego utrzymać, ale bardzo bym chciał. To jest, moim zdaniem, nasz sukces. Jesteśmy szkołą, w której pomimo wszystkich trudności, kaprysów obyczajowych, które obserwujemy wokół, trwa duch wspólnoty akademickiej, która realizuje się w tym, że wszyscy razem decydują i wobec tego łatwiej nam znosić pewne trudności.
Mieczysław Juda
Wobec tego, jakie życzenia Pana Dziekana dla Akademii? Co dla Akademii mogłoby być najlepszego? Co przed Akademią?
Marian Słowicki
Do tej pory mówiliśmy właściwie o zadaniach organizacyjnych, a równolegle cała organizacja służy przecież kształceniu studentów, rozwojowi kadry. Cały zespół również cały czas intensywnie i nieustająco pracował nad programem studiów. Program ten, ku rozpaczy pań pracujących w Dziale Nauczania i Dziekanacie, co roku jest modyfikowany i uwspółcześniany, bo co roku dojrzewają nowe problemy, nowe sytuacje. Cały czas wszyscy są zainteresowani, aby ten program możliwie najlepiej odpowiadał rzeczywistości, z jaką absolwenci będą mieli do czynienia, gdy już z dyplomem opuszczą uczelnię. Czyli program plus organizacja, by moc go zorganizować. Akademia ogromnym wysiłkiem realizuje wspaniałe sprawy, związane z poszerzaniem bazy, również tej edukacyjnej – pracownie, wyposażenie itd. Jest to skok siedmiomilowy pomiędzy tym, z czym się usamodzielnialiśmy, a tym, co aktualnie mamy w wyposażeniu. Budynek na Koszarowej, Rondo Sztuki… Jest to ogromny wysiłek dla wszystkich, przede wszystkim dla służb administracyjnych (o nich też trzeba powiedzieć, że nam się udały, że udało nam się znaleźć te kilka osób, które z poświęceniem i poczuciem misji realizują trudne zadania, dysponując bardzo skromnymi siłami). W związku z ciągłymi pracami nad programem jest problem tego, jak uczelnia, ze swoją tradycją polskiej uczelni artystycznej, która jest jednak swoista…
Mieczysław Juda
…na czym polega swoistość polskich uczelni artystycznych?
Marian Słowicki
To taka romantyczna tradycja. Właściwie przesłaniem uczelni artystycznych, niejako ich misją, było kształcenie artystów, którzy w przyszłości będą w sposób najlepszy jak się da, realizować swoje artystyczne, twórcze, posłannictwo. W gruncie rzeczy jest tak, że w niektórych środowiskach, np. dziekan grafiki protestuje werbalnie przeciwko temu, że jakoby do jego zadań należy przygotowanie studenta do pracy w agencji reklamowej. Akademia plastyczna w polskiej tradycji buduje osobowość artystyczną i twórczą. Myśmy przez całe lata też w tym uczestniczyli, mówiąc, że dajemy takie „podstawowe wyposażenie” na rożne okoliczności, a potem absolwent, w zależności od tego z jaką sytuacją się w życiu spotka, sam je sobie rozwinie. W tej chwili, przede wszystkim na kierunkach projektowych, dzieje się tak, że zaplecze warsztatowe jest tak rozbudowane, iż opanowanie go zajmuje lata. Ktoś, kto wychodzi z dyplomem projektanta, to nie może być dyletant w szlachetnym rozumieniu, który następnie w ciągu roku pracy douczy się tego, co potrzebne. W tej chwili absolwent, jeżeli myśli o zatrudnieniu w agencji właśnie, najchętniej miałby w CV adnotacje o tym, że praktykował w jakiejś instytucji, firmie. Wygląda na to, że my będziemy szli w tym kierunku, zresztą już to robimy, ale pójdzie to chyba jeszcze dalej. Oczekiwanie kandydata, studenta, a potem absolwenta, będzie zależało od tego, na ile szkoła dostarczy mu ukierunkowanego przygotowania zawodowego. I to jest rewolucja, która dotyczy nie tylko uczelni artystycznych, chociaż tutaj być może jawi się to szczególnie wyraziście. Zawód artysta – co to jest? Natomiast zawód projektanta istnieje, trzeba zatem przygotować studenta zawodowo. Uniwersytety także zmieniają swoją misję. Były miejscem przyswajania i wytwarzania wiedzy, zgłębiania zagadnień naukowych. Dziś stały się na wielu kierunkach szkołą, przygotowującą do zawodu. Ludzie idą na pewne kierunki, bo daje to perspektywę dobrej pracy. Proces ten jest trudny do zaakceptowania, żal tego modelu natchnionego, intuicyjnego, artystycznej swobody, która wyraża się w spontaniczności działania. Jak przełknąć fakt, iż obecnie w kształceniu będzie więcej techniki, a jednocześnie nie zgubić tego, co jest wartością i co absolwentów polskich szkół artystycznych ustawia od razu o parę stopni wyżej od innych – tego, że wyrośli oni właśnie ze szkoły malowania, rysowania, badania rzeczywistości w ten bezinteresowny, artystyczny sposób, to to jest faktyczne wyzwanie dnia dzisiejszego.
Mieczysław Juda
Jakie zatem życzenia dla Akademii?
Marian Słowicki
Odnosimy sukces, usamodzielniliśmy się, rozwijamy się i robimy to naprawdę skutecznie. Zapowiada się też postęp ilościowy: będzie więcej studentów, więcej pracowni, być może więcej kierunków, więcej sprzętu i to jest poniekąd oczywiste. Nadal jednak dla nas Akademia to cały świat, lecz dla świata jesteśmy pchełką, o której istnieniu niektórzy dowiadują się ze zdumieniem. Ciągle jeszcze Akademia w szeroko pojętej świadomości regionalnej jest czymś egzotycznym. Z perspektywy ogólnopolskiej tym bardziej, trzeba więc walczyć o to, aby funkcjonowała w szerszym, niż zaprzyjaźniony, kręgu, jako coś oczywistego. Nie mówię już, żeby było tak jak w Krakowie, gdzie mówi się, że jest Uniwersytet Jagielloński, Akademia Matejki, Barbakan, Lajkonik, Wieża Mariacka… Niech, w odniesieniu do Katowic, mówi się, iż znajdują się w nich: Rondo, Akademia Sztuk Pięknych i Uniwersytet Śląski.
Mieczysław Juda
Rozumiem, że istnienie tych instytucji w regionalnej świadomości w wymienionej przez Pana kolejności będzie zrealizowaniem najlepszych życzeń dla Akademii. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Przypisy

  1. Jan Dutkiewicz (1911-1983) malarz, w latach 1950- 1977 pedagog w katowickiej Filii ASP w Krakowie
  2. Rafał Pomorski (1921-1974), malarz, w latach 1947-1974 pedagog w katowickiej Filii ASP w Krakowie
  3. Tadeusz Grabowski, grafik, projektant, profesor, w latach 1976-1981 prorektor ds. Filii w Katowicach ASP w Krakowie,
  4. Aleksander Rak (1899-1978), grafik, w latach 1949-1969 pedagog w katowickiej Filii ASP w Krakowie
  5. Jerzy Duda-Gracz (1941-2004), malarz, rysownik scenograf, pedagog związany z Akademią Sztuk Pięknych i Uniwersytetem Śląskim w Katowicach oraz Europejską Akademią Sztuk w Warszawie Tomasz Jura, grafik, projektant, profesor, aktualnie kierownik Pracowni Ilustracji i Rysunku Użytkowego w Katedrze Projektowania Graficznego ASP w Katowicach
  6. Małgorzata Komorowska, artysta plastyk, w latach 1969-1970 pedagog katowickiej Filii ASP w Krakowie
  7. Andrzej Pietsch, grafik, profesor, w latach 1972-1976 prorektor ds. Filii w Katowicach ASP w Krakowie
  8. Wojciech Krzywobłocki
  9. NSZZ „Solidarność” – związek zawodowy o wyraźnych cechach ruchu społecznego powstały na fali robotniczych protestów w lipcu i sierpniu 1980 roku (zarejestrowany 10.11.1980)
  10. Stan wojenny w Polsce został wprowadzony 13 grudnia 1981 r. uchwałą Rady Państwa z dnia 12 grudnia 1981 r. podjętej na polecenie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (pozakonstytucyjnego tymczasowego organu władzy, faktycznie nadrzędnego wobec konstytucyjnych władz państwowych)
  11. Włodzimierz Kunz (1926-2002), malarz, grafik, w latach 1980-1986 i 1993-1996 rektor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie
  12. Komitet Wojewódzki PZPR w Katowicach – regionalny ośrodek władzy politycznej okresu PRL
  13. Andrzej Kowalski (1930-2003), malarz, w latach 1959-2002 pedagog w katowickiej Filii ASP w Krakowie
  14. Tadeusz Czober (1948-1992), w latach 1972-1992 pedagog w katowickiej Filii ASP w Krakowie
  15. ZPAP – Związek Polskich Artystów Plastyków; Marian Słowicki był prezesem Oddziału w Katowicach w latach 1993-1999
  16. Kazimierz Kutz
  17. Kongres Kultury na Górnym Śląsku, Katowice 1998
  18. Coroczna, tradycyjna zabawa całej Akademii organizowana zawsze przez studentów I roku w listopadzie i zawsze z przesłaniem tematycznym

Marian Słowicki

Bannery

  • AGRAFA 2017

  • Międzynarodowe Triennale Rysunku

  • Triennale Grafiki Polskiej

  • Ksiazka Dobrze Zaprojektowana Konkurs

  • nowa asp

  • asp studia doktoranckie

  • asp tuba

  • Facebook ASP Katowice

  • Kurs przygotowawczy

  • akademia weekendowa

  • asp malarstwo FB

  • 05 asp wzornictwo

  • Facebook grafika warsztatowa

  • Agrafa

  • Agrafa

  • Design Silesia

  • Regionalna Strategia Innowacji

  • Innowacyjny Design Logomotywą Śląskiej Gospodarki

  • Logo BPSC

  • Katowice Airport

  • Międzynarodowe Triennale Grafiki Kraków 2012



  • Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Rozwój infrastruktury kultury/Infrastruktura szkolnictwa artystycznego na podstawie umowy Nr 03581/14/FPK/DEK z dnia 20.05.2014r. uzyskała dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania: Zakup pierwszego wyposażenia do budynku dydaktyczno-badawczego i kulturalnego ASP w Katowicach

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Rozwój infrastruktury kultury na podstawie umowy nr 04146/13/FPK/DEK z dnia 15.05.2013 roku uzyskała:

Dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania pn. Rozbudowa zaplecza technicznego pracowni kierunku wzornictwa ASP w Katowicach



Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Rozwój infrastruktury kultury na podstawie umowy nr 00333/12/DEK z dnia 30.03.2012 roku uzyskała:

Dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania pn. OBRAZ I DŹWIĘK – Studio Sztuki Dźwiękowej (sound art studio)

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Edukacja kulturalna i diagnoza kultury na podstawie umowy nr 04960/12/DEK z dnia 19.04.2012 roku uzyskała:

Dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania pn. ALA MA PIÓRO - WARSZTATY TYPOGRAFICZNE

Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Promesa Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na podstawie umowy nr 01737/13/FPK/DFE z dnia 10.09.2013 roku uzyskała Dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania pn. „Budowa między ulicami Raciborską a Koszarową w Katowicach budynku dydaktyczno-badawczego i kulturalnego wraz z zagospodarowaniem terenu na otwarty park form przestrzennych”.


Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach w ramach Programu Rozwój infrastruktury kultury/Infrastruktura szkolnictwa artystycznego na podstawie umowy Nr 03320/15/FPK/DEK z dnia 07.07.2015 roku uzyskała dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację zadania: Zakup pierwszego wyposażenia do budynku dydaktyczno-badawczego i kulturalnego ASP w Katowicach – etap II

Formularz uwag

 Uwagi